sobota, 28 grudnia 2013

Burgundowe usta z ciemnym okiem - czyli blogowe zadośćuczynienie za nieobecność

Wybacz, że cały tydzień blog leżał odłogiem (niniejszym autorka chlasta się po pysku i kaja się w prochu i popiele). Aby zadość uczynić blogosferze chciałabym się podzielić kolejnym szybkim i efektownym sposobem na makijaż okazyjny. Masz mało czasu, a chcesz wyglądać jak człowiek - stawiam na kolor na ustach. I nieprawdą jest , że oko musi być gołe, jeśli w grę wchodzi mocna szminka - przynajmniej mój mało wyszukany i plebejski gust łyka takie rozwiązanie (i masuje się po brzuszku ze smakiem).


Kolor na oku to czarny mat z MAC na cielistej bazie MAC Paints. Przycieniowałam całość połyskliwym pigmentem Vanilla z MAC. Na rzęsach Rocket Volum Maybelline.  Brwi mocne - bo lubię.


Na ustach mam matową kredkę do ust Inglot w mocnym śliwkowo-burgundowym kolorze, na wierzch której nałożyłam szminkę Shiseido Honey Tea w kolorze burgundu. Efekt końcowy - jak widać...


Jak to jest, że moda na jakiś "kolor" sprawia, że zaczyna nam się podobać coś co dotąd uważałyśmy za... hmmm... umiarkowanie twarzowe? Fashion victim?



W tle biała choinka mojej rodzicielki.

Muszę Ci powiedzieć, że ten makijaż ma jedną niezaprzeczalną zaletę? Można pić czerwone wino i nie wyglądasz jakbyś zabiła, a potem zjadła któregoś z domowników.

Zastanawiałaś się już, jak wymalujesz się w Sylwestra? 

sobota, 21 grudnia 2013

Świąteczne babeczki miodowe z lukrem twarogowym i grzaniec z pomarańczą

Dziś posty kosmetyczne ustępują wpisom świątecznym... W ramach antyoksydantów raczę się doustnie grzańcem - też daje radę. Wraz ze zmniejszoną ostrością widzenia, zmarszczki mam jakby mniejsze - więc działa :)

Zrobiłam ostatnio próbne babeczki, które zaniosłam do pracy... i zaniosłam ich za mało - znaczy się musiały być smaczne. Na specjalne życzenie  Basi babeczki + przepis.



PRZEPIS NA MIODOWE BABECZKI

Nalej dużą szklankę grzańca. Wypij do dna.



Rozgrzej piekarnik do 180C. Utrzyj masło (175 g), brązowy cukier (100 g) i miód (75 g) na krem. Stopniowo dodawaj ubite jajka (3 szt.), mieszając między kolejnymi porcjami i oskrobując ścianki miski. W osobnej misce przesiewamy mąkę (175 g), proszek do pieczenia (3 łyżeczki) i przyprawy (2 łyżeczki imbiru, 1 łyżeczka cynamonu, szczypta mielonego ziela angielskiego, szczypta soli). Dodaj do masy i miksuj, aż się połączą. Dodaj startą skórkę z połowy cytryny i pomarańczy oraz 3 łyżki soku wyciśniętego z pomarańczy i ponownie zmiksuj. 



Napełnij papierowe foremki ciastem do 2/3 wysokości. Piecz 20-25 minut. Lukier nakładaj po ostygnięciu.

LUKIER TWAROGOWY

Ubijaj w misce 400 g twarogu z 2-3 łyżkami klarownego miodu, aż powstanie gładka masa. Nakładaj łyżką lub szprycą.



Nie są piękne, ale pyszne. Znikają w takim tempie, że nikt nie zauważa jak wyglądają :)

Twoje zdrowie!


Świątecznego klimatu ciąg dalszy - ciasteczka tak słodkie, że aż szkoda zjeść...

Pozostanę w klimacie Świątecznym. Renifery były wczoraj (na paznokciach - <TU>), dziś reszta kiczowatych symboli świątecznych, za którymi szaleję (tym razem w formie spożywczego rękodzieła). Uwierzcie, musiałam ich bronić z całych sił - groziło im spożycie bez uwiecznienia. Z pewnością nie dotrwają do Świąt...








Te cuda wyszły spod rąk Gosi, na której fanpejdża serdecznie zapraszam <TU>. Robi wszystko co się wymyśli, choć jak poprosiłam o tort z Pogodusiami dla Dziedzica na urodziny, powiedziała, że jedzie do Tajlandii... nie żartowała, pojechała (mam nadzieję, że nie tylko dlatego żeby nie robić Pogodusiowego ciacha) :D

Wieczorem babeczki własnej roboty...

A Ty pieczesz coś ładnego?

piątek, 20 grudnia 2013

Renifery i nordyckie wzory czyli świąteczne paznokcie - nie chcę być dorosła

Chcę być dzieckiem do bólu. Infantylne i urocze paznokcie to mój manifest świąteczny.

Do godziny zero zostały 4 dni. Na trzy-cztery wpadamy w świąteczną panikę. Krzyczymy na siebie, biegamy bez ładu i składu po sklepach, wyrywamy sobie ostatnią sztukę Pieszczocha w Biedronce. Gotujemy jedzenie, którego nie damy rady zjeść, kupujemy prezenty, których nikt nie potrzebuje. W tym chaosie zawsze jest ktoś, kto chce się zdystansować - zasiąść wygodnie z herbatą z miodem i cytryną i obserwować tragikomedię w trzech aktach. W tym roku Ja będę tym kimś. Drogie Panie, oto moje zdystansowane renifery, mega wyluzowane śnieżynki, radosne kropeczki i spółka.










Nie wszyscy mają na wyposażeniu dziecko w sobie. Apeluję - nie bądź poważna, nie warto!

...i tak, Pani, która zmalowała moje renifery jest bardzo utalentowana :) - Pozdrawiam Pani Natalko!


czwartek, 19 grudnia 2013

Nutra Sonic Companion - szczoteczka do mycia twarzy - moja opinia + eksperyment na żywym organizmie

Chciałam Ci przedstawić tańszy odpowiednik szczoteczki Clairsonic, czyli Nutra Sonic model Companion. Pokazałam Ci ją już <TUTAJ> targana wyrzutami sumienia, ale szczęśliwa. Już dawno chciałam posiąść ten gadżet, a pragnienie było na tyle mocne, że gdy w TK Maxx zauważyłam zmęczone życiem pudełko z napisem Nutra Sonic rzuciłam się na nie jak koń na owies, miś na miód, matka na sen...



Cena regularna tego (jakby nie było) podróżnego modelu wynosi od 400 do 250 pln w zależności od promocji + cena przesyłki z zagranicy - w Polsce jest niedostępna w regularnej sprzedaży (z tego co udało mi się ustalić, jeśli jest inaczej - wybaczcie). Jako szczęśliwy posiadacz zapłaciłam za nią 169 pln.

OPAKOWANIE

Nie pokażę Ci kartonu, w który była zapakowana, bo wyglądał jakby coś go zjadło, strawiło i zwróciło. Tylko wielkie pragnienie zmusiło mnie do przygarnięcia tego potarganego sieroty. Widać ciekawskie otwieractwo (o którym niedawno pisała Hedonizm <TU> w kontekście drogeryjnym) sięgnęło innych branży - pudełko nosiło wstydliwe ślady wielokrotnego otwierania, grzebania, podglądania...

ZAWARTOŚĆ OPAKOWANIA

Teraz będzie strasznie, ale nie przejmuj się sinusoida mojej recenzji zaraz zacznie się wznosić :)... Informacja na pudełku przewiduje w zestawie: szczoteczkę, stację ładującą, kabel, 2 szczoteczki  (do skóry normalnej i wrażliwej) oraz kosmetyczkę. Grubym markerem wykreślono "kosmetyczkę" - widać komuś się spodobała. Nie znalazłam w moim zestawie żadnej ulotki, w jakimkolwiek języku. Nie było informacji o użytkowaniu, o szczoteczkach, o preparatach zalecanych do mycia (wszystko znalazłam sobie sama w internetach). Naprawdę bardzo chciałam ją mieć - nie dziw się temu, że się zdecydowałam na zakup. Jedyna forma informacji na papierze to wetknięta pod ładowarkę kserokopia w języku polskim o ładowaniu bezprzewodowym. 




BATERIA, ŁADOWANIE

Bardzo chwalę sobie bezprzewodowe ładowanie, można odstawić na stację mokrą szczoteczkę. Brak wejścia na ładowarkę przekłada się na to, że urządzenie jest w zupełności wodoodporne - można go używać pod prysznicem i w wannie. Szczoteczka ładowana przez 12 h wystarcza na tydzień użytkowania (2 razy dziennie).



WYMIENNE KOŃCÓWKI

W zestawie dostałam 2 końcówki zabezpieczone plastikowymi zakrętkami. Montują się łatwo i równie łatwo demontują. Szczoteczka w białym kolorze przeznaczona jest do skóry normalnej, a szczoteczka z niebieskim paskiem do skóry wrażliwej.


Różnica w użytkowaniu jest naprawdę wyraźna. Mam na paszczy skórę jak nosorożec, co ja z nią nie robiłam (mezoterapie, peelingi, botoxy, mikrodermabrazje z kwasami) - bez cienia szkody, a tu szczoteczka do skóry normalnej dość mocno mnie przerysowała. Linia warg i policzki paliły jeszcze długo po pierwszym użyciu.



Używam więc szczoteczki dla skóry wrażliwej, która wystarcza w zupełności. Być może "białej" końcówki będę używać do ciała.


UŻYTKOWANIE

Wchodzimy w strefę ochów i achów. Nutra Sonic używam od 3 tygodni - 2 razy dziennie (planowo, czasem raz dziennie). Doczytałam, że szczoteczki nie należy przyciskać, a pozwolić by soniczne ruchy oczyściły nam skórę. Zaczynając od czoła, poprzez nos i brodę, aż do policzków i szyi wykonujemy koliste ruchy. Rano używam jej z pianką sodową Etude House, żeby uniknąć błyszczenia, a wieczorem nakładam nawilżające mleczko czyszczące. Model Companion ma dwie prędkości i tryb peeling - szczerze mówiąc nie obserwuję różnicy bez względu na prędkość/tryb.

OPINIA

Po 3 tygodniach zaobserwowałam:
- dużo lepszy koloryt skóry,
- widoczne zmniejszenie widoczności porów na nosie,
- dużo lepsze oczyszczenie skóry z makijażu (po klasycznym demakijażu "do czysta" użyłam szczoteczki i co? była mocno brudna),
- po wykonaniu czyszczenia na rozgrzaną skórę, zaskórniki wychodzą lepiej niż po godzinie wapozonu i masce rozpulchniającej - mówię to ja człowiek, który na oczyszczaniu leży 4 godziny, bo gębę ma jak podeszwa,
- wysyp bolesnych cyst bez treści po tygodniu użytkowania - wyciszają się i mam nadzieję, że to jednorazowy wybryk,
- dużo większe zapotrzebowanie w produkty nawilżające,

...i uwaga...

- zupełnie inny poziom chłonności kosmetyków, teraz mam poczucie, że to co aplikuję na skórę, faktycznie trafia do środka i ma pole do popisu.

Zrobiłam dla Ciebie eksperyment przy użyciu moich dłoni, suchych jak wiór. Lewą rękę przepolerowałam szczoteczką Nutra Sonic, a prawą nie. Nałożyłam na nie po kropelce kremu wodnego It's SKIN Power 10 Formula  GF Effector (nawilżającego) i oto co się działo...







Po minucie nie było śladu po produkcie, całkowicie "wypity" przez skórę - na ręce wyczyszczonej Nutra Sonic.







Ręka, która nie była polerowana Nutra Sonic nawet po 3 minutach pokryta była lepkim filmem, który się nie wchłaniał.

Skóra zupełnie inaczej przyjmowała kosmetyk - dokładnie tak samo jest z twarzą, widzę dużo większą przyswajalność i zapotrzebowanie na kosmetyki.

Jeśli moje odczucia ulegną zmianie po dłuższym użytkowaniu z pewnością zrobię edycję tego posta. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie "domycia" paszczy bez Nutra Sonic.

Bejdełej, gdybym jeszcze chadzała na imprezy i zdarzało mi się wrócić po spożyciu to byłoby to ciekawe doświadczenie :D.

Miałaś kiedyś do czynienia z jakąś szczotą? A może polujesz na taką?

Oddam w dobre testujące ręce #1 - Mizon All in One Snail Repair Cream i Mizon Snair Repair Intensive Ampoule

Moja nieśmiała miłość do kosmetyków azjatyckich czasami sprowadza mnie na manowce. Kierowana toną pozytywnych i optymistycznych recenzji ślimaków Mizona zakupiłam:


- All in One Snail Repair Cream,
- Snair Repair Intensive Ampoule.




Używałam ich z, niestety, nieszczęśliwym skutkiem. Pełna recenzja:

!RECENZJA KLIK!

W opakowaniach pozostało:

- ponad pół objętości kremu



- 1/4 opakowania ampułki


Oddam w dobre testujące ręce! Miło byłoby gdyby osoba, która zgłosi się w komentarzach była obserwatorem mojego bloga. Wydaje mi się, że cały internet nie może się mylić i to tylko dla mnie produkt jest nieodpowiedni. 

Czekam na chętne testujące ręce!



środa, 18 grudnia 2013

Nie ma posta kosmetycznego - są prezenty pod papugą na usprawiedliwienie

Dziś napisałam NIC. Ponieważ pakowałam cały dzień prezenty. Nie żebym prezentów miała tyle, po prostu większość musiałam pakować kilka razy - dziedzic czuł wewnętrzną potrzebę naocznego sprawdzenia czy pod papierem kryje się to, co powinno. Rekordziści mieli po 3 wersje outfitu na Wigilię.

Planowo suweniry i gifty miały być w jednej tonacji, ale przerób papieru był na tyle duży, że ratowałam się spadami z poprzednich Świąt. Udajmy, że tak miało być. Dlatego prezenty bardziej pasują pod papugę niż pod choinkę.




Czuję się usprawiedliwiona, a papuga jest dzieła mojej Mamy.

wtorek, 17 grudnia 2013

Caudalie woda micelarna do demakijażu - szybka recenzja + subiektywna opinia

M. z magdanawakacjach.blogspot.com całkiem niedawno pisała umiarkowaną w zachwycie recenzję wody Caudalie. Na tyle umiarkowaną, że 3/4 butelki wylądowało u mnie i... sprawdziło się doskonale. Wcześniej, również od M. dostałam miniatury Caudalie, a wśród nich także wodę micelarną - od razu mi podeszła.



OBIECANKI PRODUCENTA

Woda Caudalie z wodą winogronową i rumiankiem oczyszcza i usuwa makijaż dokładnie i bardzo delikatnie. Jej niedrażniąca formuła nadaje się nawet dla najbardziej wrażliwej skóry, dzięki kojącym i nawilżającym składnikom aktywnym.

Produkty Caudalie oparte są 3 podstawowych opatentowanych składnikach:
- polifenolach zawartych w pestkach winogron,
- resweratrolu zawartym w młodych pędach winorośli (przywraca jędrność skórze),
- viniferinie zawartym/tej w sokach winorośli (likwiduje istniejące przebarwienia i zapobiega powstawaniu nowych). / (źródło: http://anna-fanfreluches.blogspot.com)


Nie zawieraja składników pochodzenia zwierzęcego, parabenów, fenoksyetanolu, ftalanów, olejków mineralnych, syntetycznych barwników, lauretosiarczanu sodu.


Cena: ok.60 pln/200 ml

OPAKOWANIE

Woda jest podana w estetycznym, miłym dla oka opakowaniu, z którego natychmiast ją przelałam do buteleczki z pompką. Wylewanie produktu wprost na wacik zawsze kończy się u mnie tym, że mam za dużo produktu i cieknie mi po paszczy. Zamiast zmywać - spływa. Nie mniej, nie można Caudalie odmówić solidnego opakowania z dyskretną grafiką, zamkniętego poręczną, dużą zakrętką.

SKŁAD
Aqua, Glycerin, Poloxamer 188 (substancja myjąca, tworząca emulsję), Vitis Vinifera Fruit Water, Capryl / Capramidopropyl Betaine (substancja myjąca), Cocoyl Proline (rozpuszczalnik dla olejków eterycznych), Methylpropanediol (rozpuszczalnik), Sodium Chloride (poprawia lepkość), Polyaminopropyl Biguanide (konserwant), Parfum, Chamomilla Recutita Flower Extract, Caprylyl Glycol (humektant, może być komedogenny), Vitis Vinifera Juice, Sodium Hydroxide (regulator pH), Citric Acid, Phenylpropanol (rozpuszczalnik), Sodium Benzoate (konserwant), Pottasium Sorbate (konserwant).

Bardzo przyjazny skład z wodą winogronową dość wysoko i tylko jednym potencjalnie komedogennym składnikiem bliżej końca listy.

ZAPACH

To chyba po właściwościach oczyszczających największa zaleta tego produktu. Zapach jest świeży, delikatny, prawdziwe winogronowo-cytrusowy i bardzo przyjemny.

DZIAŁANIE

Ku mojemu zaskoczeniu, w przeciwieństwie do M. muszę stwierdzić, że woda sprawdza się u mnie doskonale. Miceli używam do zmycia oka i na wykończenie oczyszczania (zamiast toniku) - u mnie zmywa nawet mocny makijaż oka bezbłędnie i szybko. Przygotowałam dla Ciebie mały eksperyment. W rolach głównych wodoodporna kredka Diorshow Diora i tusz do rzęs Maybelline Rocket Volum' Express.



Posmarowałam i poczekałam, aż dobrze zaschnie...


...przyłożyłam wacik na 10 sekund...


...i starłam cały tusz za jednym pociągnięciem...


... z wodoodporną kredką było znacznie gorzej... powyżej zdjęcie po próbie zmycia po 10 sekundach...

... po kolejnych 20 sekundach i ostrym tarciu nie udało się usunąć kredki do końca.

Jak widzisz zwykły tusz Maybelline zlazł pięknie, podobnie zmywa się baza i cienie, kuloodporna kredka Diora stawiła czynny opór. Całkiem uczciwy produkt do demakijażu i choć dla całej powierzchni paszczy to dla mnie za mało, z okiem radzi sobie bardzo dobrze. Jest delikatny, koi i nawilża - gdyby nie moja demakijażowa obsesja pewnie dałby radę z całą twarzą.

Mogę śmiało polecić jako rozsądny wybór - w gąszczu miceli, których większość posiada świństwa w składzie - Caudalie woda micelarna do demakijażu, z wodą winogronową i rumiankiem to produkt wart spróbowania. 

Będzie Ulubieńcem - do dna butelki na pewno - potem zobaczymy, bo jeżeli chodzi o kosmetyki nie bywam stała w uczuciach.