piątek, 13 grudnia 2013

Olejowanie włosów w pigułce - czyli co zrobić, żeby siano błyszczało, jak płynne złoto #2

Wiem, miało być o olejach wczoraj, ale ja niesłowna jestem. Część pierwsza - wprowadzająca <TUTAJ>.




Moja przygoda z olejami zaczęła się w okresie, kiedy straciłam bardzo dużo włosów i próbowałam wszystkich rozwiązań (możesz o tym przeczytać: Puritan’s Pride Biotyna, Labo Crescina). W pierwszej kolejności nie zaprzątałam sobie głowy stanem moich włosów i ich regeneracją, a ilością i wypadaniem. Przekopałam całe internety i stwierdziłam: Sesa, nie zagłębiając się zbytnio w porowatość i dopasowanie oleju. Jedyne co zaprzątało moją głowę to fakt, aby olejek nie przyciemnił włosów, bo miałam platynowy, perłowy blond na resztkach włosów, które mi pozostały.

Sesa (źródło: helfy.pl) pochodzi ze starodawnych ajurwedyjskich pism. Składa się z 18-tu bogatych w składniki odżywcze ziół, 5 olejków doskonale nawilżających włosy i mleka, zbilansowana mieszanka ziół połączona zostaje z mlekiem a następnie aktywowana poprzez olejki. Produkt jest bogaty w witaminy C i E. Jest to środek powstrzymujący wypadanie włosów, stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów. Eliminuje łupież. Regularne używanie oleju powoduje, że włosy stają się lśniące i zdrowe, a cebulki doskonale odżywione.

Niestety Sesy nie mam na stanie, więc zdjęcie umilające oliwy z oliwek.


Głupi ma szczęście (widać mało jestem głupia bo nie zawsze), tym razem się udało i Sesa polubiła się z moim owłosieniem, faktycznie powstrzymując resztki wypadających włosów, z którymi nie dała sobie rady Labo Crescina, a nowe włoski rosły szybko i dość mocne. Zaczynałam od skóry głowy, smarując coraz większą powierzchnię włosów. Mimo że nakładałam go na całe włosy starczył na długo. Smarowałam więc dzielnie, nie zagłębiając się w to dlaczego mi służy i czemu czasem lepiej, a czasem gorzej. Zbyt zajęta byłam zagłębianiem się w to, dlaczego mój dziedzic śpi czasem gorzej, a czasem jeszcze gorzej w kierunku tragicznie. Sesa zmiękczała moje włosy i powoli doszłam do tego, że 2 godziny służą mi znacznie lepiej niż całonocne olejowanie (mam wysokoporowate włosy, więc wszystko się zgadza). Mój pierwszy olejek powoli się kończył, a dziecko po 1,5 roku przestało męczyć ugnębioną matkę i *zaczęło spać w nocy*. Z nadmiaru szczęścia i wypoczynku postanowiłam spróbować czegoś mocniejszego, lepszego, droższego i tak sympatyczny Pan kurier, który nigdy nie ma reszty przywiózł Khadi.



Khadi (źródło: helfy.pl) to ziołowy olejek stymulujący wzrost włosów. Wykonany jest na bazie oleju sezamowego (wnika w głąb włosa, odżywiając go od cebulek aż po końce), kokosowego (odżywia włosy) i rycynowego (przyspiesza wzrost włosów). Dodatkowo olejek Khadi zawiera amlę (nadaje włosom blask, wzmacnia, ochrania przed infekcjami skóry, usuwa łupież, przyśpiesza wzrost, zapobiega przedwczesnemu siwieniu i wypadaniu), balę (wzmacnia włosy oraz nadaje im witalność), wyciąg z rozmarynu (silne właściwości odkażające, zapobiega powstawaniu infekcji skóry głowy oraz powstawaniu łupieżu), Bhringaraj (działa odżywczo na skórę głowy, zapobiega wypadaniu włosów, łysieniu i siwieniu włosów oraz rozdwajaniu się końcówek, sprawia, że włosy są miękkie oraz podatne na układanie, Brahmi (nadaje sprężystość) i olej z nasion marchwi (odżywia włosy).

Z rozkoszą paćkałam włosy nowym olejem, którego zapach przez pierwsze dwa tygodnie powodował mdłości u mnie i łzawienie oczu u dziedzica (choć może był to po prostu ryk , spowodowany tym że matka zajmuje się czymkolwiek nie nim). Co się okazało? Khadi mi nie służył. Wysuszał na wiór i tak suche włosy, puszył zamiast dociążać i generalnie: piorun w miotłę (taką zużytą). ALE! Ale moje przetłuszczające się u nasady włosy, które w czasach prosperity i wolności osobistej myłam dwa razy dziennie, były świeże nawet 2 dni. Z ciekawością zakopałam się w internetach i okazało się, że to zupełnie naturalne, że wysokoporowate włosy nie lubią oleju kokosowego i rycynowego, a niedawno post M. z bloga magdanawakacjach.blogspot.pl otworzył mi oczy na kwestię przedłużania świeżości włosów. Olejek rycynowy wysusza, stąd zmniejszone przetłuszczanie włosów. Wracając do Khadi, wzrost włosów był nieco mniejszy niż w przypadku Sesy, ale korzyści płynące z jego używania: świeżość i sprężystość włosów, sprawiły, że wiedziałam: Khadi zostaje, tylko co do niego…



Wobec całej nowozdobytej wiedzy pozostanie tylko przy Sesie byłoby marnotrastwem, a wszystkie olejowe blogi krzyczą – zacznij od własnej kuchni! Bogatsza o znajomość klasyfikacji olejów i porowatości wiedziałam, że mogę spróbować słonecznikowego, oleju z pestek winogron, lnianego, oliwy z oliwek… Więc dymałam z Biedrony z siatami rasowego alkoholika, z których słychać tylko szklany brzdęk i olejowałam się (wewnętrznie i zewnętrznie – odkrywając przy okazji, że żaden płyn dwufazowy nie zmywa tuszu wodoodpornego tak jak olej słonecznikowy, a lniany jest świetnym odpowiednikiem 2KC). Moje zmęczone rozjaśniaczem i latami dekoloryzowania po centymetrze włosy piły oliwę z oliwek na litry (czasem olej z pestek winogron, który działa podobnie a jest droższy). Natomiast przyciemnione „odrosty” i naturalny odrost raczyły się Khadi. Zajmowało to nieco czasu, a wiesz już, że lubię „w 5 minut” (stosuje się to do wszystkiego poza sypialnią). Zakupiłam więc w rzeczonej Biedronce rozpylacz do oliwy i octu, gdzie na zakrętce regulujesz ilość każdego ze składników i wylatuje to ze wspólnego atomizera. Tak więc Khadi idzie do jednej części, oliwa do drugiej. Szybko i łatwo dozuje Khadi z odrobiną oliwki na odrost i skórę głowy, oliwę z odrobinką Khadi na długości i samą oliwkę na końce. Brzmi upierdliwie, w rzeczywistości trwa tyle, co 15 razy powiedziane: „mamusiu pyjć do mięęę” – czyli krótko, bo dziedzic nie łapie oddechu pomiędzy ;).



Byłabym nieuczciwa nie wspominając o cudownym prezencie (pozdrawiam Pani Renatko) z egzotycznych wojaży: olejku arganowym tłoczonym na targu. Oszczędzam go jak mogę i stosuję na końcówki do zabezpieczania lub okazyjnie do olejowania na całe włosy. Ma tę cudowną właściwość, że butelka cały czas jest tłusta, niezależnie od tego ile razy ją przetrę, umyję i jak mocno zakręcę.



Równie okazyjnie ląduje na moich włosach olejek macadamia, a i to do zabezpieczenia końcówek. Skład okazał się być kilkoma silikonami z olejkiem macadamia na bardzo szarym końcu.

Przez przypadek dzięki blogom o pielęgnacji rosyjskiej przeczytałam o tymianku i jego antybakteryjnych właściwościach, więc raz na jakiś czas pachnę jak zupa cebulowa, ale na skórę głowy ładuję obficie oliwę z tymiankiem.


Jak często to robię? Przed każdym myciem. Uwierz mi, jak już ogarniesz co gdzie i na ile, to zajmuje to moje ulubione „5 minut”. Kilka miesięcy i zapomnisz o ponurym: „zawsze się podcinam u tej samej Pani, a tym razem jakby się gorzej układają”. Fryzjerka choćby była wirtuozem i przemawiała do Twoich włosów trzynastozgłoskowcem, i choćby co sekcję rypała przez salon kujawiaka, to siana w płynne złoto nie zamieni. Niestety.

10 komentarze:

Więc tak: żałuję, ale rozpylacza w mojej Biedrze [ ani w 3 tarnowskich ] nie znalazłam :( Sesa mi się marzy, będzie moja za jakiś czas na bank :) Co do Khadi to się teraz waham przez tę rycynę, ale w sumie moje też się przetłuszczają, więc teraz sama nie wiem... Makadamię na włosy wielkię, teraz już wiem, że na równi z winogronowym olejem - użyłam go jeden raz, a włosy jakby nigdy nie słyszały o wysokoporowatości :D Ten malutki Macadamia Healing Oil kocham na końcówki, czy u Ciebie też przyspiesza czas suszenia włosów? Muszę się w niego znów zaopatrzyć, czy wiadome źródło dalej go ma? ;)

Ja też żałuję, ze nie kupiłam kilku rozpylaczy - dałabym Ci jeden. Musze teraz zamówić Sese - może tą egzotyczną. Ten Maluszek jest na stanie i tez go lubię ale czuję się rozdarta bo on się głównie składa z silikonów, a z drugiej strony bardzo mi służy. Przytargać go?

Może jeszcze będą, czasem im się oferty powtarzają :)
Ja na razie z olejami stopuję, bo mam dość dużo, ale jak tylko coś zużyję, na pewno kliknę Sesę :) Ja wariowałam kiedyś na punkcie silikonów, ale potem się okazało, że one po prostu służą moim włosom i świetnie je zabezpieczają, więc nie protestuję ;) Jeśli możesz, przytargaj :*

Ja się nie odżegnuję od silikonów, chciałabym tylko aby coś co ma w nazwie olejek miało ten składnik na jednej z 4 pierwszych pozycji ;) przytargam na święta pewnie dopiero!

Śmiałam co drugie zdanie:D Ty to masz talent do pisania:)

Sese mama, Khadi mam, oleje mam, i lenia też mam:D

W sumie racja, bo jak ktoś nie potrafi / nie chce czytać składów, to jest trochę nabijany w butelkę... Ok, ja też Ci coś przytargam, już mam i bardzo chcę Ci dać :DDD

Leń bezcenny bo własny autorski. Resztę zawsze można zużyć na piety jak zjełczeje. ;)
Dziękuję bardzo uprzejmie i cieszę się.

A co takiego masz? Ps. A. mi naprawił komentarze? Ucaluj go!

Nie, nie naprawiał nic, mi się wyświetla tak, jak zawsze...

o widzisz... a na komórce wyświetlało mi się jakby naprawił...już o nim ciepło myślałam :)

Prześlij komentarz