sobota, 4 stycznia 2014

Etude House Baking Powder Pore Cleansing Foam - obsesja czystości i genialna wydajność

Miałaś kiedyś wrażenie, że jeszcze chwila, a pędzel do podkładu wpadnie w por na Twoim nosie i połaskocze Cię po mózgu. Nie? Szczęściara! Tak?  Moja duszko - znalazłam Ci ja nam ratunek. Tani, skuteczny, wydajny, przyjemny ratunek made in Korea.

Etude House Baking Powder Pore Cleansing Foam to zdecydowanie genialny produkt kryjący się pod zdecydowanie za długą nazwą. Trafił do mnie w formie próbki, saszetki 2 ml i <UWAGA> wystarczył mi na 4 obfite użycia, ale o cudownych właściwościach produktu za chwilę.


OBIECANKI PRODUCENTA

Co ciekawe na stronie Etude House nie znajdziemy (albo mnie na oczy siadło po Sylwestrze) opisu produktu, ani produktu jako takiego.  Znajdziemy za to coś dla patriotów <KLIK>. W związku z tym, musimy się posłużyć skromnymi obiecankami z opakowania.


Pianka oczyszczająca pory z proszkiem do pieczenia (3 w 1). Opracowana na bazie proszku do pieczenia, aby delikatnie złuszczać skórę i penetrować pory skóry dla głębokiego oczyszczenia.

Tyle! Ale chyba lepiej jak piszą mało, a mazidło robi zaskakująco dużo - niż jak obiecują wiele, a produkt jest mierny. Brak rozwinięcia informacji "3 w 1" - nie jest to na tyle uniwersalne hasło, aby domyślić się jakie trzy formy działania łączy - niemniej ja potrafię znaleźć nawet więcej niż trzy zastosowania, więc odpuszczę im tą enigmatyczną informację.

Pojemność: 150 ml
Cena: jak w przypadku wszystkich azjatyckich kosmetyków - za ile się uda upolować (od 25 do 50 pln)

Szukając informacji producenckich natrafiłam na garść interesujących faktów:
- ma 100% naturalny zapach, nie posiada w składzie pigmentów i barwników;
- cała linia składa się z szeregu ciekawych produktów: Baking powder crunchy pore scrub, Baking powder pore cleansing cream, Baking powder pore cleansing powder wash, Baking powder pore cleansing tissue (najprawdopodobniej chusteczki do demakijażu ;)), Baking powder bubble cleansing - moist;
- usuwa także filtry przeciwsłoneczne;

OPAKOWANIE

Praktyczna, zupełnie nieorginalna tuba z plastiku, zabezpieczona metalową folią pod zakrętką. Nie wyślizguje się z mokrej dłoni, łatwo się otwiera.


Kolorystyka jest nieagresywna, podejrzewam, że łatwo go namierzyć na sklepowej półce. Na opakowaniu znajdziemy robaczki oraz cytowany wcześniej język angielski - co jest o tyle miłe, że rzadkie na koreańskich opakowaniach.


SKŁAD

Gliceryna, Woda, Potassium Stearate (sole kwasów tłuszczowych będące składnikiem mydła, lekko wysuszające), Potassium Myristate (sole kwasów tłuszczowych będące składnikiem mydła, lekko wysuszające), PEG-32 (emulgator), Stearic Acid (substancja renatłuszczająca w preparatach myjących), Microcrystalline Cellulose (środek stabilizujący), Myristic Acid (stabilizator emulsji), Potassium Laurate (środek myjący), Cocamidopropyl Betaine (łagodny spieniacz), Sodium Bicarbonate (0.1%) (soda oczyszczona), Citrus Medica Limonum Peel Oil (olejek cytrynowy), Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil (olejek pomarańczowy), Lauric Acid (składnik antybakteryjny), Glyceryl Stearate (emulgator), Disodium EDTA (konserwant), Lauramide DEA (substancja myjąca dozwolona do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu), PEG-100 Stearate (emulgator), PEG-7 Glyceryl Cocoate (substancja stosowana jako renatłuszczająca, bezpieczna w kosmetykach zmywanych), Sodium Benzoate (konserwant dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu).

Jak więc widać bardzo przyjazny skład - brak jakichkolwiek składników komedogennych. Choć soda znajduje się gdzieś dopiero w połowie stawki, to składniki o względnym bezpieczeństwie na samym końcu listy.

ZAPACH, KONSYSTENCJA

Za zapach pianki odpowiedzialne są dwa olejki w składzie: cytrynowy i pomarańczowy - mamy więc bardzo świeżą, cytrusową i intensywną kompozycję zapachową.

Konsystencją pianka (?) przypomina bardziej pastę. Do zębów. Z mikrogranulkami polerującymi. Serio. Gęsta, biała substancja z drobinkami (wyczuwalnymi dopiero na skórze) nie nastraja pozytywnie. Nałożona jednak na wilgotną skórę momentalnie zamienia się w gęstą i treściwą pianę - co może nie do końca udało mi się uchwycić na zdjęciu. Udało się za to pokazać jak wydajny jest to produkt i jak niewiele potrzeba, żeby umyć dużą powierzchnię.



DZIAŁANIE

Pianka daje niespotykane wrażenie czystości - gołej, czystej skóry - coś czego nie mogłam wcześniej znaleźć w preparatach myjących do twarzy. Przyjemny, niesyntetyczny zapach sprawia, że użycie jest miłym doznaniem.

Za bardzo przyzwoitą cenę dostajemy niezwykle wydajny produkt, który robi znacznie więcej niż obiecuje producent. Po jednorazowym użyciu widzimy wygładzenie struktury skóry, rozjaśnienie, zwężenie porów i całkowite usunięcie makijażu - nawet wodoodpornego! Dłuższe stosowanie nagradza nas zmniejszoną ilością zaskórników, wyciszeniem ognisk zapalnych i ogólną poprawą widoczności/zanieczyszczenia porów.

Mam cerę przetłuszczającą się, ale odwodnioną i łuszczącą - po dwóch tygodniach używania zaobserwowałam lekkie przesuszenie (względem normy), więc zaczęłam go stosować tylko na wieczór (bo używam wtedy bardziej treściwych smarowideł) i tylko kiedy nosiłam makijaż. Odradzam używanie tej pianki ze szczotkami sonicznymi - to kombo będzie za mocne dla większości osób (choć pewnie znajdą się i tacy ekstremiści - u mnie zaowocowało to wysypem ogniskowym na brodzie i skroniach).

Po ponad miesiącu użytkowania widzę coraz mniej upierdliwych czarnych łebków, a i kratery księżycowe jakby płytsze... Produkt zdecydowanie wejdzie do mojego codziennego kanonu, ale nie ustaje w poszukiwaniach - chciałabym znaleźć jeden zmywak na rano oraz wieczór, uniwersalny do szczoty i mycia ręcznego.

Wszystkiego dobrego w NOWYM ROKU, mam nadzieję, że zaczął się dla Ciebie lepiej niż dla mnie: zapalenie oskrzeli i zatok. Dawno nic mnie tak nie powaliło, choć dziś dzięki teściowej mogę trochę poleżeć w łóżku - jest bosko - ze dwa lata tak nie robiłam ;)

13 komentarze:

Mój kraterowy nos zapewne byłby wdzięczny:)

Zwróciłam na niego wczoraj u Ciebie uwagę ;) Teraz już wiem, że go chcę :D Myślę, że byłby dla mnie idealny, bo ja właśnie wieczorem mocniej oczyszczam twarz. Zapisuję sobie :)

P.S. Daj znać, jak będziesz robić jakieś koreańskie zamówienie, chętnie się dołączę :)

Maxi, to fajna pianka jest - serio! Na Allegro są próbki za 4-5 pln.

Madziu jest bardzo fajny - myślę, że podzielę się nim z Tobą, bo przy jego wydajności nie przerobię za w najbliższej dziesięciolatce. Ostatnie moje koreańskie zakupy to wpadki - może twoje towarzystwo przyniesie mi szczęście.

A chcesz coś ode mnie w zamian? :D
Spoko, to obgadamy w śr, co zamówić, o ile mnie Twoje Dziecię z łapek wypuści ;) Apropos - Olek akceptuje pastydo zębów?

Dziedzic uwielbia myć zęby, mógłby to robić cały dzień, przerywam mu czasami bo boję się, że zetrze sobie to co mu ledwie wyrosło :D

No to bosko, przywiozę Wam zapas truskawkowej pasty :D

Mnie ostatnio uwodzą pianki: jedna z Shiseido, druga z Kanebo, ale są inne niż produkt opisywany przez Ciebie. U mnie to krem zamieniający się w piankę :)

Hexxana marzy mi się coś z pielęgnacji Kanebo, ale przeważnie budżet mnie nie "puszcza" :)

Wiem o czym mówisz, ale ja się zaparłam :D i powiedziałam, że muszę. No i jednak widzę różnicę, cera zupełnie inaczej się zachowuje. Jednak masz magiczną szczotkę więc nie wiem, czy czujesz nadal potrzebę? ;)
Od siebie dodam, domagaj się próbek jak masz okazję bo nie warto kupować w ciemno, ew. zestawy z miniaturami. Sama tak zaczynałam i sporo rzeczy odpadło w przedbiegach ;)

Hexxana, ja mam tę dziwną przypadłość, że czuję ciągłą potrzebę :) jeśli chodzi o kosmetyki oczywiście.
W tym momencie odstawiłam wszystko, poza "starymi" sprawdzonymi rzeczami, bo mi paszcza zwariowała i nie wiem od czego...
Wiesz jak jest w Polsce z próbkami, te drogeryjne najszybciej można dostać na allegro ;)

Prześlij komentarz