niedziela, 23 lutego 2014

Post nie na temat - nieprzyjemny i bez prorodzinnej papki

Dziś nie będzie kosmetycznie, nie będzie też lekko, sympatycznie i z łagodnie plumkającym fortepianem w tle. Dziś będzie tak jak ludzie i świat dali. Komentarz do tematu, który dziś poruszę, mogłabym ująć jednym słowem. Będę jednak swoim własnym cenzorem i nie napiszę tego słowa na "k", a trochę szerzej i bez mięsa.

Żyję z kobietami, w rodzinie, w pracy, w przedszkolu, w przychodni, w sklepie, w sieci. Estrogen to mój świat. Nie uzurpuję sobie prawa do wiedzy absolutnej, ani generalnie jakiejkolwiek. Wiem tylko, że historie, które usłyszałam są prawdziwe, smutne, powszechne(!) i wzbudzają we mnie sprzeciw i niezrozumienie. I żeby nie było, mężczyzn uwielbiam i nie twierdzę, że są zakałą tego świata. Nie twierdzę nawet, że wszystko jest ich winą. Nie twierdzę, że to tylko mężczyźni, bo i kobiety... Boli mnie tylko, że jesteśmy (kobiety, mężczyźni) tacy słabi, beznadziejni, chwiejni i ... hmmm... zezwierzęceni i dziecinni.

W kalendarzu mam około 500 nazwisk klientek, wiele z nich stało się moimi koleżankami, a jeszcze więcej płakało przy mnie w kawę, wino, fotel kosmetyczny, a ja mogłam powiedzieć tylko: wiem, rozumiem, bądź dzielna, teraz liczysz się Ty
A w środku zastanawiałam się dlaczego tak się dzieje? Dlaczego te historie mają ten sam schemat, ten sam trzon, przebieg - tylko zakończenia czasem się różnią. Co robimy my-kobiety, że powielamy pewną historię? Co robią oni-mężczyźni, że idą tą samą drogą? Co myślą one- te drugie, i czy w ogóle coś myślą?

Już wiecie o czym będzie. Zdrada. Słowo samo w sobie podszyte strachem, jak płaszcz podszewką w kratę. Nie lubię kratki. Pogrubia. Czadziejemy w społecznym uścisku, który trzyma za gardło: to dzieje się gdzieś, ale nie u nas, o nie. Otóż moje Panie, to jest wszędzie. Nie chcę tu roztaczać apokaliptycznych wizji, ale jak to mówi moja znajoma Pani ginekolog: "każda kobieta z dolegliwością przenoszoną drogą płciową dałaby sobie rękę obciąć, że są sobie z mężem wierni, otóż gdyby tak było prostytutki padły by głodem, tymczasem mają się dość dobrze"...

Będę się dziś pastwić oralnie, werbalnie czy jak tam wolisz na tematem kobiet silnych. Nasza rzeczywistość wymusiła powstanie nowego gatunku kobiet, takich co wszystko potrafią. Kobieta, jeszcze przed upgrejdem, znajduje samca - męskiego jak cholera. Kochają się, jest ślub, są dzieci, a męskość Pana zaczyna sprowadzać się do rozrzuconych męskich skarpet, jedzenia z otwartą paszczą i bąków pod kołdrą. Co robi Ona? Bierze sprawy w swoje ręce! Nie, nie próbuje zmotywować Pana do bycia znów Samcem, który jest odpowiedzialny za swoją rodzinę. Pozwala mu kapcanieć na kanapie, a jego własne zdanie, charakter i męskość oddaje na dobroczynność, za free. Ona zaciąga się życiem jak odkurzacz Rainbow i z zaangażowaniem godnym małego yorka pokazuje światu, że Ona tu rządzi. Ona zarobi, obrobi dom z dziećmi i jegomościem na kanapie. Ona będzie piękna i zadbana. Ona ugotuje, odda się pasjom i działalności charytatywnej.

On w tym czasie oddaje się koleżance ze swojej, niewiele znaczącej dla domowego budżetu, pracy, która nikogo nie interesuje. On opowiada farmazony o tym, jak odpowiedzialnym i męskim jest facetem. Jest przy tej drugiej zdecydowany, silny, samczy! Uprawia z nią seks na ostro i narzeka, że żona ma temperament jak obsługa w Biedronce, obojętna, jednostajna i niezadowolona. Dyma ją więc na chwałę powrotu SIEBIE z przed lat i co? I zakochuje się! Nie, nie w niej - ona (choć tego nie wie) jest tylko drzwiami do Narni, świata w którym on jest tym, kim chciałby być, a przy żonie nie może (bo byliby się zabili o dominację). On nie potrafi siąść z żoną i powiedzieć słuchaj musimy coś zmienić, ale potrafi w imię własnego ego roztrzaskać swoje życie. Ach gdyby tylko swoje, to może bym tak nie rozpaczała nad tą sytuacją. Tak więc Żona się dowiaduje, w sposób  tak abstrakcyjny i zaskakujący, że aż nierealny. On wyprowadza się do tej drugiej, ale ona szybko orientuje się, że mężczyzna, którego znała jest tylko projekcją chciejstw i marzeń. Ta druga odchodzi więc machając kluczykami do BMW, męża lub własnego. Prawdopodobnie lepszego niż Jego. Z reguły On wówczas traci pracę, bo zajęty imponowaniem tej drugiej, ma ją w dupie. Choruje i spadają na niego wszystkie klątwy Faraona. Czasem dzieje się to w ciągu kilku miesięcy, czasem kilku lat, ale finał jest ten sam. On dochodzi do wniosku, że zrobił błąd swojego życia, że chce wrócić, że tylko rodzina się dla niego liczy...

W między czasie wróćmy do Niej. Owinięta w kokon bezpieczeństwa, cierpi, kurczy się, traci całą pewność siebie, swoją moc i siłę. Być może ktoś nowy się koło niej kręci, a ona zastanawia się czy pakować się w tę nową seksualną kabałę, czy oddać się robótkom ręcznym i poezji. Pojawiają się dwa scenariusze. Przyjmuje Męża Marnotrawnego ponownie i do końca życia przełyka gorzką pigułkę upokorzenia - bo tego się nie zapomina. Drugą drogą jest rozwód: szarpiemy siebie, bliskich, dzieci, znajomych, wydzieramy sobie wspólny dorobek po kawałku, ukrywamy dochody i wyżygujemy swoje człowieczeństwo, na rzecz: "ja Ci kurwa, pokażę".



Dlaczego życie idzie tą drogą? Dlaczego nie potrafimy temu zapobiec znając ten powszechny scenariusz? Dlaczego chcemy mieć pod górkę?

Szkoda mi tych kobiet. Tych zdradzanych - niezależnie od tego czy przyłożyły do tego rękę. Tych, z którymi się zdradza - bo głupie - po prostu. Szkoda mi tych mężczyzn. W całej swojej samczej okazałości muszą dokarmić ego drugą kobietą i w imię ego, robią sobie i innym wielką krzywdę.

PS. Ostrzegałam, że nie zawsze będzie o kosmetykach.
PS2. Nikogo nie usprawiedliwiam, nikogo nie oskarżam, nic nie twierdzę i nie daję żadnych rad. Zastanawiam się głośno.
PS3. Foto: J.Mendel, włosy: K.Ziemirski, suknia: Ziemirski&Piwnik, makeup: autor bloga


10 komentarze:

Nie ma co ubliżać zwierzętom ;)
Największym przekleństwem kobiet jest moim zdaniem - utożsamianie szczęścia z facetem - głupie to i nawine..

Lubię jak nie tylko o kosmetykach ps ;)

Ludziom często brakuje świadomości, akceptacji siebie i wielu innych rzeczy, bo nie ma ideałów ale w tym wszystkim jest najważniejsze TO, jak żyć i układać swoje życie nie będąc bluszczem nie szukać określenia przez druga osobę.
W moim odczuciu związek to wzajemne uzupełnianie i umiejętne dbania o siebie a zarazem zachowanie siebie. I tak jak Esy wspomina, nie utożsamianie szczęścia z drugą osobą (nie tylko mężczyzną/kobietą).
Temat skomplikowany jak relacje międzyludzkie.... i warto pamiętać, że zawsze każda decyzja pociąga za sobą konsekwencje.
Mnie nie jest szkoda tych ludzi i sama byłam po obu stronach. Wchodzimy w taki obszar na własną odpowiedzialność i albo wyciągniemy wnioski, dostaniemy cenną lekcję bądź czasem jest o wiele za późno.

Temat szeroki i głęboki jak rzeka - można by dyskutować i spekulować - ale cóż ja uważam że po raz druki do tej samej rzeki się nie wchodzi - i wina zawsze leży po obu stronach :/

Dla mnie to w ogóle niepojęty temat. Moja wyobraźnia nie obejmuje zdrady, nic na to nie poradzę. Nie wiem, jak tak można - po pierwsze zdradzić, po drugie - wybaczyć. Nie potrafiłabym ani jednego, ani drugiego...

M. nigdy nie wiadomo w jakich okolicznościach się znajdziemy. Życie i ludzie tworzą takie scenariusze, że czasami to jeden wielki znak zapytania. "Nie potrafiłabym" dawno wykreśliłam ze swojego słownika, bo przewrotność losu pokazała, że nie przewidzisz tego jak się zachowasz. Dzisiaj wiesz, a za 10 lat?

Hmm... Hexx, byłam już w wielu sytuacjach i jakoś nie zmieniło to mojego podejścia do rzeczy, zresztą jakichś zasad trzymać się trzeba. Takie mam podejście i raczej go nie zmienię ;) Wszystko da się rozwiązać w cywilizowany sposób - rozmową, wspólną decyzją o różnych sprawach, przecież jesteśmy ludźmi i aparat mowy posiadamy ;)

M. rozmowa owszem, ale nie zawsze można taką przeprowadzić. Bywają szalone sytuacje. Dlatego nie zarzekam się, nie mówię że nie ma zasad, nie. Jednak czasami bywa przewrotnie.
Kiedyś byłam taką samą idealistką ja Ty :) I nie ma w tym nic złego, ale czasami wystarczy chwila. Temat na długie posiedzenie i butelkę czegoś dobrego.
Jesteśmy ludźmi, tylko ludźmi.

Z zainteresowanie czytałam wszystkie komentarze i zastanawiałam się w jaką stronę pójdzie ta dyskusja... i tak, nie powinnam była obrazić zwierząt, i tak, temat jest nie na butelkę a na kilka. Jestem przeświadczona, że są sytuacje, które stawiają wszystko na głowie. Wiem także, że wówczas trzeba trzymać się "swego" (zdania, dobra, przeczucia, zasad...) mimo że ciężko...

Prześlij komentarz